Jak wychować szczęśliwe dziecko?

Pytanie, z którym wielu rodziców zmaga się od momentu pojawienia się ich Pociechy na świecie… No, bo każdy przecież dla swojego Dziecka chce jak najlepiej i jak najwięcej, a przede wszystkim, aby po prostu było szczęśliwe. Tutaj zaś pojawiają się różne pomysły na to w jaki sposób ów cel zrealizować, że kiedy Jaś stanie się Janem nigdy nie poczuje, że czegoś mu zabrakło, zawsze miał piękne wspomnienia lat dziecięcych, w których mama i tata nie zawiedli. ,,Wychowanie dziecka to wyzwanie na długie lata, a do tego nikt nie przygotowuje, to się dzieje samo-nie ma pozwolenia na posiadanie dzieci” – bardzo często słyszę od wielu rodziców. No tak to już pewnie jest, że w tym przypadku nauczycielem pozostaje samo ŻYCIE, a ono potrafi być nieprzewidywalne i wiele razy poza naszą kontrolą – stąd obawa o to czy zrobię wystarczająco dużo, aby zapewnić swoim dzieciom poczucie szczęścia. Mam takie obserwacje, że czasami Dorośli wpadają w błędne koło- wzmacniając kontrolę nad wszystkim co ich Pociecha robi, pragnie i do czego dąży karmią wyłącznie lęk przed własnym niepowodzeniem uniemożliwiając często swojemu Dziecku swobodę działania, wyboru i wyrażania własnych potrzeb. ,,Rodzic szczęśliwy to i dziecko szczęśliwe” – brzmi powiedzenie. Jednak oznaczałoby to dalej, że jeśli rodzic traci swoje poczucie szczęścia to i Pociecha czuje się po prostu nieszczęśliwa.

Moim zdaniem to nie do końca tak… zamieniłabym to stare powiedzenie na ,,RODZIC BLISKO TO I DZIECKO SZCZĘŚLIWE.” Rodzic blisko siebie samego i blisko swoich dzieci w każdym aspekcie. Co to oznacza? Nie zawsze jest tak, że życie upływa nam w szczęściu i wiecznym błogostanie ( a szkoda!). Nie znaczy to jednak, że należy zaciskać zęby i za nic w świecie nie okazywać swojemu Dziecku, że jest problem, bywa trudno, jakoś nie wychodzi… Mając akceptację w stosunku do swoich emocji – również gniewu, troski, obawy, złości, smutku czy frustracji zaczynamy być w kontakcie z samymi sobą, a w ten sposób uczymy swoje dziecko, że również ma do tego prawo i nadal pozostaje w tym WAŻNE. Naprawdę można z dziećmi rozmawiać ,,po ludzku” o swoich emocjach i zwyczajnie powiedzieć, że się czegoś obawiam, że jestem dziś zła, bo obiad nie do końca mi wyszedł itd… W ten sposób tworzymy prawdziwą bliskość, a moim zdaniem tworzy się ją po prostu na prawdzie … ,,Rodzic blisko”- to rodzic, który wsłuchuje się w potrzeby swojego dziecka bez lęku o to jak wypadnie w ocenie innych znajomych rodziców. To co ktoś, co inni, co ludzie, teściowie i sąsiedzi naprawdę jest zupełnie nieistotne, bo każdy kto ma dzieci przechodzi przez te same wątpliwości. Dobrze, że one się pojawiają. Ja dziś dorosłam do tego, że im więcej mam wątpliwości tym staje się mądrzejsza. Wiele teorii naukowych było udoskonalanych bo ludzie na przestrzeni wieków mieli co do nich wątpliwości. Mamy do nich absolutne prawo! Być może warto nie być w stosunku do siebie tak bardzo surowym i nie rozliczać siebie za każdą ,,interwencję” wychowawczą, a po prostu być… blisko siebie samego, swojego dziecka … blisko swojej rodziny.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *