Nie taki rodzic straszny …

Tak długo jak prowadzę swoje przedszkola i szkołę tak każdego roku przychodzi czas na spotkania z rodzicami – tradycyjne już konsultacje lub wywiadówki, podczas których cała semestralna prawda wychodzi na jaw. Spotkania z grupą bywają dla nauczyciela niełatwe, bo jak ktoś kiedyś mi powiedział ,,Z grupą jeszcze nigdy nikt nie wygrał…” W jak najlepsze argumenty zbroi się więc szanowna dyrekcja, ostatnie poprawki wykańcza jeszcze grono pedagogiczne, przygotowują się i sami rodzice. W końcu nadchodzi ten czas, w którym można sobie szczerze i głośno powiedzieć co tam w naszej współpracy idzie dobrze, a co pozostawia jeszcze trochę lub sporo do życzenia. Czasem roztropnie co by nikogo nie urazić, a nierzadko z większą dozą emocji jedna bądź druga strona ujawni co w duszy gra i co ważne na tu i teraz, aby kolejny semestr był jeszcze lepszy. To był ,,trudny rodzic” słyszę czasami po wywiadówkach. Ile wątpliwości czy wszystkie ważne kwestie zostały omówione, przez każdego dobrze zrozumiane, przyjęte i zaakceptowane. Niełatwo jest sprostać wymaganiom wszystkich ale kto powiedział, że tak trzeba?! Z drugiej strony tyle się mówi o potrzebie budowania dobrej relacji nauczyciela i rodzica … Owszem i jak długo będzie mi dane pracować tak będę naczelnym orędownikiem potrzeby udoskonalania tego obszaru.

Trzeba zrozumieć, że i rodzic ma swój ważny interes i nauczyciel również- na szczęście zawsze mają swój punkt wspólny – DZIECKO. I tego właśnie należy się trzymać niezłomnie 😉 Nie ma ,,trudnego rodzica” i ,,niekompetentnego nauczyciela”- bywają zaś problemy w komunikacji między jednym i drugim- to się zgadza. Podstawowym jest pytanie ,,Co możemy wspólnie zrobić, aby pomóc Twojemu dziecku/uczniowi ?” aniżeli wyznanie na temat ,,Co robisz źle.” Zawsze powtarzam, że należy czerpać z tego miejsca, gdzie są zasoby, a nie kopać tam gdzie i tak już widnieje spora dziura. Może warto spojrzeć na siebie w tej współpracy z większym zrozumieniem, zwyczajną troską i ,,gadać” ze sobą tak po ludzku – bez rodzicielskiego moralizowania i pedagogicznego pouczania. Na szczęście jestem również świadkiem wielu przypadków, w których obie strony-rodzic jak i nauczyciel świetnie się ze sobą komunikują- bez wzajemnych uprzedzeń. A właśnie! Parę lat temu doświadczony już trener i psycholog uświadomił mi, że nasze uprzedzenia są czymś naturalnym, a żeby pomóc sobie wzajemnie się ich pozbyć należy zawsze komunikować intencje swoich pytań lub wypowiedzi. ,,Pytam Ciebie, bo…” albo ,,Mówię Tobie o tym, ponieważ…” daje drugiemu człowiekowi możliwość zrozumienia powodów, dla których zadajemy jakieś pytanie lub wyznajemy to co dla nas istotne. Hmmm… zatem poruszam właśnie ten temat, ponieważ głęboko wierzę, że relacja nauczyciel-rodzic każdej ze stron może dawać niezwykle dużo satysfakcji. Trzeba tylko ominąć dołki i razem poszukać wspólnych cegiełek do zbudowania czegoś naprawdę stabilnego.

Udostępnij:

1 Comment

  1. 20 lutego 2017 / 17:17

    Myślę, że w komunikacji w ogóle, również tej rodzic – nauczyciel ważne, żeby niczego z góry nie zakładać. Łatwiej wtedy słuchać siebie z ciekawością, otwartością – taką, dzięki której jedna osoba nie traktuje tej drugiej z góry. Takie utarte już, ale cały aktualne i potrzebne „ja jestem ok i ty jesteś ok” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *