Nauczycielu – a może warto na tej głowie stanąć?

Dziś rozpoczęłam kurs wspierania dzieci w nauce czytania i pisania, a o samej metodzie napiszę za jakiś czas w swoich Inspiracjach 😉 Długo zastanawiałam się czy na pewno takie szkolenie jest dla mnie, ponieważ oprócz tego, że zdecydowanie różni się od tych, które dotychczas realizowałam i na co w swoim rozwoju zawodowym stawiałam to jeszcze brałam pod uwagę czy w kontekście moich codziennych obowiązków znajdę wystarczająco dużo czasu, aby systematycznie prowadzić zajęcia z dziećmi. Nie chodzi przecież o to, aby dostać kolejny certyfikat czego w pracy kogokolwiek stanowczo nie lubię i wszystkim zagorzałym kolekcjonerom dyplomów absolutnie odradzam. Jestem zdania, że nasza polska oświata potrzebuje nauczycieli refleksyjnych i kreatywnych, a nie teczek pełnych papieru. No dobrze ale do meritum… bo chodzi o to, że na tym szkoleniu zaobserwowałam ciekawe zjawisko. Kiedy to koniec końców dojechałam w późny piątkowy wieczór do Warszawy i doczłapałam do hotelu porzuciłam marudzenie, że weekend, rodzina w domu, pieski na ogrodzie… a ja tu biedna na jakimś szkoleniu. Postanowiłam czerpać z niego maksymalnie dużo radości, bo przecież sama tego chciałam 😉 No to w sobotni poranek maszeruję wesoło na zajęcia, a tu już przed furtką spotykam nową koleżankę z grupy:

,,Czy Ty wiesz, że będzie prawdziwy terror” – usłyszałam wchodząc do budynku.

,,A co się dzieje na tym szkoleniu ?” – zapytałam niepewnie i w lekkim stresie.

,,Profesor bierze do tablicy, jest surowy wymagający, jak nie umiesz to skomentuje, robi ciężki egzamin, a jak nie zdasz kolokwium za 2 tygodnie to masz przerąbane.” – kontynuowała naprawdę sympatyczna koleżanka.

Minę miałam co najmniej jak Shrek, kiedy dowiedział się, że Fiona jest w ciąży (kto nie wie niech obejrzy), co moja Rozmówczyni musiała zauważyć, bo po chwili dodała – ,,Nie bój się na pewno sobie poradzisz.” Ja się nie boję – pomyślałam, a już zupełnie nie wątpiłam w to, że poradzę sobie na szkoleniu, które z własnej ciekawości, chęci i pasji wybrałam. W tym momencie czułam, że mój entuzjazm jest skutecznie zabijany. Podchodząc pod salę zauważam, że cała grupa w przerażeniu wertuje jakieś materiały, po czym nagle pada hasło: ,,Podobno zawsze ktoś nie zdaje egzaminu, jest ulany, przyjeżdża na poprawki.” W końcu postanowiłam zatrzymać ten masowy napad paniki, a przynajmniej nie brać w nim udziału, bo ludzie naprawdę sympatyczni, mądrzy, doświadczeni, a atmosfera jak przed maturą.

,,A ja przyjechałam tutaj, aby się rozmiłować w metodzie, którą chcę poznać i nie wątpię w to, że będzie dobrze” – powiedziałam.

Nie straciłam kolegów i koleżanek wręcz przeciwnie. Okazało się, że szkolenie jest rewelacyjne, choć być może nie wszyscy mają takie zdanie. Zastanawia mnie jednak skąd w 25-osobowej grupie nauczycieli tyle lęku, stresu i zwątpienia we własne możliwości. Skąd przekonanie na wstępie, że będzie nieciekawie, nudno i jakoś trzeba to po prostu przetrwać? I skąd zwątpienie na starcie, że komukolwiek może się nie powieść, nie udać… przecież efekty zależą od naszej pracy, potencjału, zasobów, w które ja w wieku 30+ absolutnie nie wątpię. Przecież edukacja w każdym wieku może (i powinna) dawać radość, rozbudzać ciekawość, rozwijać potencjał – zwłaszcza, kiedy następuje to z naszego własnego wyboru! Jestem zdania, że nauczyciel zawsze powinien czuć się specjalistą i nie bać się nowych doświadczeń, a przynajmniej tych, które są tak silnie powiązane z jego rozwojem. W przeciwnym razie uczymy dzieci, że w procesie nauki należy bać się wszelkiej weryfikacji i być wiecznie niepewnym tego co się już umie i potrafi. A to chyba jakiś błąd i porażka, które wkradły się do naszego systemu kształcenia? Jeśli jego naprawa wymaga wywrócenia pewnych rzeczy do góry nogami to ja zachęcam, aby przynajmniej od czasu do czasu na tej głowie stanąć i zobaczyć, że choć świat z tej perspektywy wygląda nieco inaczej to jednak się nie zawalił 😉

 

 

Udostępnij:

1 Comment

  1. Renata Racinowska
    13 marca 2017 / 17:47

    „Zastanawia mnie jednak skąd w 25-osobowej grupie nauczycieli tyle lęku, stresu i zwątpienia we własne możliwości”…. Ja chyba wiem skąd. Ze szkolnych lat niestety…. Nawet jako dorosłe osoby nauczyciele wciąż chcą dostawać stopnie celujące…. Och, jak ja bym chciała zmienić tę naszą całą edukację i jak mnie ta niemoc moja denerwuje….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *