Mum and baby

Być ważniejszym od Świętego Mikołaja, czyli święta, dzieci i my.

Nadchodzą święta. Już niedługo poczujemy zapach smażonego karpia, kapusty z grzybami i aromatycznego barszczu. Za chwilę będziemy cieszyć się światełkami na choince, kolorowymi torbami z prezentami i serią świątecznych filmów, które każdego roku goszczą w naszym telewizorze. Pomijam już słynnego Kevina ale ,,Holiday” z Cameron Diaz i Kate Winslet nie może zabraknąć. Uwielbiam ten czas, kocham ten nastrój. Nie przeszkadzają mi reklamy w TV ani kolejne ,,Last Christmas” wydobywające się z samochodowego radia. Ciszę się mrugającymi światełkami, całym tym świątecznym splendorem, pośpiechem i corocznym dylematem ,,Co trzeba ugotować na święta?” ,,Jak się podzielić potrawami?” ,,Co jeszcze kupić?” Nic na to nie poradzę – lubię ten stan. Brakuje mi tylko ostrego mrozu, śniegu i zdania ,,Podobno w mieście duże korki, bo jest naprawdę ślisko.” Brzmi co najmniej niepokojąco?

Takie mam wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to zostałam miłością tego czasu i do tych świąt zarażona. Jedyny taki moment w roku, którego niecodzienny pośpiech zupełnie mi nie przeszkadza. Wraz z moimi braćmi ubieraliśmy choinkę sami i nikt w to nie ingerował. Dlaczego? Bo mama obierała warzywa na rybę po grecku, a tata rozprawiał się w piwnicy z karpiem. Tymczasem na naszej choince wisiało prawie wszystko z niezliczoną ilością waty robiącej za śnieg. Chętnych brakowało tylko do posprzątania pustych pudeł po bombkach i brokatu, który opadł z choinkowych dekoracji na dywan. Mój tata był cukiernikiem. Z tego względu był niezawodny w pieczeniu wigilijnych ciast. Pomagał mamie w ich wyrabianiu- my zaś czekaliśmy na miskę po surowej masie, aby zjeść to co pozostało na jej brzegach tuż po przelaniu calej zawartości do formy i wstawieniu do piekarnika. Rodzice nie przejmowali się specjalnie tym, że dzieciaki wcinają ukręcone żółtka z cukrem, margaryną i czymś tam jeszcze. Taki klimat lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych. Zachęcali za to, aby po ,,wylizaniu” miski pomóc zmyć naczynia. Oczywiście pokój każdego z nas musiał być ,,świątecznie” posprzątany, a nasza pomoc w domowych przygotowaniach niezwykle pożądana. Nie powiem – migaliśmy się jak tylko potrafiliśmy. I choć czasami z żalem w oczach mówiliśmy ,,A on nie musi a ja zawsze myję i pomagam” to jednak każdy miał swoje do roboty, bo jak powtarzała mama ,,Święta się same nie zrobią.” To fakt.

Nie zauważałam w tym czasie jakiegoś niezwykłego braku uwagi ze strony rodziców. Nie doskwierała mi cała świąteczna krzątanina, dlatego, że wszyscy byliśmy zaangażowani. Bez większego zawahania rodzice prosili nas o pomoc, wskazywali co jest potrzebne, stawiali na współpracę. Nie sądzę, że dorabiali do tego jakąkolwiek teorię. Po prostu dobrze było dzielić wspólne obowiązki, być razem – zrobić to co trzeba zrobić. ,,Wszystkie ręce na pokład.” Każdy mile widziany. I pomimo naszego niesfornego migania się i ucieczki w dziecięcy świat zabawy lub nastoletni czas ,,Nie chce mi się” albo ,,Nie bo nie” to poczucie, że jest się zaangażowanym, ma się wpływ na to co się dzieje, że mój wkład jest ważny było zupełnie wyjątkowe. Cała ta pomoc i wspólna ,,robota”, aby cieszyć się wigilijnym stołem, smakiem potraw, ich wyglądem i zapachem była taka naturalna i szalenie prawdziwa. Razem nie wybrzmiewało tylko podczas wigilijnej wieczerzy ale w trakcie całych przygotowań. To było jedno z najpiękniejszych RAZEM jakie wspominam, zwłaszcza teraz kiedy Niektórych nie ma już przy wigilijnym stole. Dlatego kiedy zastanawiasz się czy poświęcasz swojemu dziecku wystarczająco dużo czasu i uwagi, a świąteczny pośpiech ma jakikolwiek sens pamiętaj, że jego wspomnienie świąt będzie wyjątkowe wówczas, kiedy będzie je prawdziwie przeżywać- jako Ktoś ważny, ważniejszy nawet od Świętego Mikołaja. Ktoś kto miał swój niezastąpiony wkład.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *